dcsimg
Jak coś złapało Cynamona
Cynamon zniknął. Nikt nie potrafił go odnaleźć, chociaż wszyscy próbowali: dzieci, które chciały się z nim pobawić kłębkiem wełny, ani gospodyni, zdziwiona, że kocia miska stoi pełna jedzenia, nieruszona od rana. To nie było w stylu Cynamona tak lekceważyć kawałki świeżej ryby pachnącej w całej kuchni. Nawet pies chodził po domu z opuszczonym ogonem, zdziwiony nieco panującym spokojem.

Nikomu nie przyszło do głowy, żeby zajrzeć do stojącej w przedpokoju szafy, a właśnie w niej Cynamon znalazł bezpieczne schronienie. Nie chciał, żeby mu przeszkadzano, bo nie miał ochoty ani na zabawy z dziećmi, ani na psie figle. Czuł się dziwnie. Po prostu niczego mu się nie chciało robić. Do tego straszliwie kręciło go w nosie. Zabawne uczucie. Ale okropnie mu przeszkadzało.

- Aaaa… psik! – rozległo się nagle w szafie.

No nie, a to co znowu? Kot próbował spojrzeć na koniuszek własnego nosa.
- Psik!... – kichnął nieco ciszej.

Drzwi do szafy otworzyły się gwałtownie.
- Tutaj się schowałeś? – Gospodyni wyciągnęła kota, nie bacząc na jego protesty i rozczapierzone pazury. Przyjrzała mu się z uwagą. – Co ty tak kichasz? Chyba coś złapałeś?

Cynamon spojrzał na nią ze zdumieniem. Dlaczego miał coś złapać? Przecież siedział w szafie. Były tam czapki, rękawiczki, szaliki z długimi frędzlami, ale on niczego nie łapał. Nie dzisiaj. Dziś nie miał ochoty na żadne polowanie! Jak więc wygląda to coś, o którym gospodyni mówi, że to złapał?

Cynamon nie miał jednak zbyt wiele czasu na zastanawianie się. Gospodyni skończyła właśnie oglądać jego mordkę.
- Tak, tak, Cynamonku – szeptała jakby do siebie. – Nie wyglądasz zbyt dobrze. Mokre oczy, pełen nosek, futerko nieuczesane. Naprawdę coś złapałeś. Pojedziemy do doktora!

Oj, to nie brzmiało dobrze. Co prawda Cynamon był już u weterynarza, nawet kilka razy, ale bardzo nie lubił tam chodzić. W poczekalni spotykał różne zwierzęta: psy, króliki, inne koty. Jedne bolała łapa, inne głowa, a wszystkie strasznie narzekały. Od samego słuchania można się było rozchorować. Potem, kiedy lekarz oglądał Cynamona, trzeba było grzecznie siedzieć. A kot bardzo nie lubił, jak ktoś mu zaglądał głęboko do uszu albo chciał obciąć pazury.

Gospodyni miała widać na ten temat inne zdanie. Stała ubrana do drogi, próbując wepchnąć kota do koszyka. To nie było łatwe zadanie. Cynamon udawał potulnego, ale stawiał opór, jak tylko się dało: albo zaczepił o brzeg wikliny wysunięty pazurek, albo ogonek wystawał z koszyka, tak żeby się go nie dało zamknąć. Niestety, nie na wiele się to zdało. Klapka koszyka zamknęła się nad kocią głową. Co za wstyd! Jeszcze ktoś sobie pomyśli, że Cynamon to marchewka albo ziemniaki!

Na szczęście droga do weterynarza nie była długa. Nie czekali też w kolejce do lekarza. Przynajmniej Cynamon nie musiał się wstydzić przed innymi zwierzętami.

Lekarz zgrabnie wyjął kota z koszyka. Zajrzał mu do uszu, do oczu, do gardła.
- No, no, Cynamonie. Pokaż jeszcze raz gardło. Szerzej, śmiało! Fe, jakie czerwone. Wyraźnie coś cię złapało.

Zaraz, zaraz. Cynamon zdziwił się bardzo. Jak to, coś go złapało? Gospodyni mówiła, że to on, Cynamon, coś złapał!
- Tak, tak, koteczku – mówił dalej doktor. – Złapał cię jakiś wirus. Zaraz wypiszemy lekarstwo. Pij grzecznie mleczko, jedz witaminy, a katarek minie jak ręką odjął. Wróci apetyt na rybkę i inne przysmaki. Tylko nie wychodź zbyt wcześnie na dwór, bo znowu coś złapiesz.

Cynamon nawet nie miauknął. Poczuł się bardzo, bardzo zmęczony. Już nie rozumiał, czy coś go złapało, czy to on coś złapał.

Postanowił, że wszystko przemyśli, jak będzie zupełnie zdrowy. A teraz? Teraz zwinął się w kłębek w koszyku. Zasnął. Pyszczek lekko mu się otworzył. Kot cichutko chrapał...

 

Ewa Marcinkowska-Schmidt

Zobacz również:
Komiksy
Gry
Kolorowanki
      © copyright 2012 by Ascensia Diabetes Care Poland sp. Z o.o.    •     Warunki ogólne    •     Polityka prywatności    •     Podpis wydawcy    •     Ostatnia aktualizacja: 4.01.2016