dcsimg
Kto mieszkał w zwierciadle, a kto wpadł do zupy
Jaś potrafił mówić. I to jak potrafił! Przechylał główkę na bok i wołał:
- Dzień dobry, Jasiu! Jak się masz? No co? Tak, tak. No to pa! 
Jak miał dobry humor, to jeszcze miauczał na dodatek. Co w tym dziwnego? A to, że Jaś był ptakiem. Małą niebieską papużką. Z wesołymi, inteligentnymi oczkami błyszczącymi na białoupierzonym łebku. Do tego bardzo towarzyską papużką. Wszędzie było go pełno i bardzo się smucił, jeśli był samotny. Pewnie dlatego wpuszczono do jego klatki Józię. Też papużkę, tyle że żółto-zieloną.


Jaś usunął się grzecznie na bok.
- Wejdź dalej, proszę. Kim ty jesteś?
Józia była bardzo bystra i ambitna. Wstydziła się przyznać, że jeszcze nie umie wymawiać swojego imienia. Zdecydowała, że musi nauczyć się mówić najszybciej, jak tylko potrafi. Na razie jednak otworzyła szeroko dzióbek i udała, że ziewa. No właśnie. Ziewa, bo rozmowa stała się nieciekawa.

- Kim jestem? Kim jestem? A coś ty taki ciekawy?
Obejrzała klatkę jednym okiem, potem drugim. Inspekcja wypadła raczej pomyślnie. Józia uznała, że od tego dnia ona przejmuje rządy w klatce i zajęła najwyżej umocowany kijek.
Jaś był trochę zaskoczony stanowczością swojej nowej koleżanki.

Ale tak naprawdę, to wcale mu ona nie przeszkadzała. To nic, że pierwsza wskakiwała na huśtawkę i przed nim sięgała do pojemnika z ziarnem. Przecież i tak było go pod dostatkiem. Za to tak wdzięcznie pomagała Jasiowi czyścić piórka. Te na grzbiecie i na główce. Każde starannie układała na swoim miejscu. Jaś też jej pomagał, więc toaleta zajmowała im mnóstwo czasu. 
Na szczęście nie tyle, żeby brakowało go na zabawę. Mieli przecież srebrny dzwonek, który wydawał delikatne dźwięki. Drabinkę, po której tak przyjemnie się wspinać. A nawet plastikowy łańcuszek do iście akrobatycznych ćwiczeń.

Papużkom wolno było wylatywać poza klatkę. Odwiedzać donice z kwiatami. Albo lustro. A może zwłaszcza lustro? To było bardzo dziwne zwierciadło. Ilekroć Jasiu z Józią je odwiedzali, tylekroć z drugiej strony przylatywały dwie inne papużki. Niebieska i żółto-zielona. Czy to nie dziwne? Ale nie chciały nic powiedzieć. Nawet, jak mają na imię. Przyglądały się tylko Jasiowi i Józi, a czasami stukały w nich dzióbkami. Może to niewiele, ale i tak zabawnie się było z nimi spotykać. Nigdy nie wiadomo, czy pewnego dnia nie wymyślą nowej zabawy? 
Tego ranka Jasiu obudził się w cudownym nastroju. Był taki wypoczęty, a promienie słoneczne łaskotały go po brzuszku. Zadowolony wyciągnął jedną łapkę, potem drugą. Zatrzepotał skrzydełkami i zaśpiewał radośnie:
- Już dzień, już dzień. Jaki piękny dzień!
Jego popisy obudziły Józię, która wyjęła zaspaną główkę spod skrzydełka.
- A co ty tak wyśpiewujesz od samego rana? Czemuż to jesteś taki radosny?
Jaś bez skrępowania podrapał się po łebku. (U papug takie zachowanie nie jest traktowane jako nieeleganckie. Jak coś swędzi za uchem to trzeba się podrapać i już.) Nie bardzo wiedział, jak wytłumaczyć Józi swój pogodny nastrój. - Słońce wstało. Jest tak jasno, że aż mi wesoło!
Józia krytycznie przekrzywiła główkę i mrugnęła prawym okiem.
- Oj, ty chyba chcesz dzisiaj zrobić coś specjalnego.

Jaś zerknął tylko wymownie na drzwiczki klatki. Józia spojrzała w ślad za nim. Wyjście na zewnątrz było szeroko otwarte!
Papużki wymieniły spojrzenia. No, no. Czas zrobić małą wycieczkę. Pospiesznie powędrowały do wyjścia. Zatrzymały się przy otwartych drzwiczkach, ale żadna nie chciała pofrunąć pierwsza. Kto wie, co przez noc zmieniło się w tym wielkim pokoju?

Jaś nie chciał, żeby Józia myślała, że czegoś się boi. Rozłożył więc skrzydła i frrr! Odważnie poleciał w stronę wielkiego kwiatu w doniczce. Wylądował zgrabnie wśród zielonych liści, choć gałązka ugięła się pod nim i zabujała nieoczekiwanie. Kiedy zacisnął pazurki, wszystko się uspokoiło. Spróbował więc przesunąć się bliżej pnia. I znowu: hop! Hop! Zakołysało się ponownie. To było całkiem przyjemne. Kolejne dwa kroki... Ależ to była zabawa! Józia już dłużej nie wytrzymała. Tak patrzeć bezczynnie na rozbawionego Jasia! Rozwinęła skrzydełka i poleciała prosto do niego. Teraz papużki rozhasały się na całego. Nie mogły się nacieszyć giętkimi gałązkami. Przełaziły pomiędzy liśćmi, bawiąc się w chowanego. A jak im któryś przeszkadzał - to ciach! Cięły go dziobem i patrzyły z zainteresowaniem, jak powoli spada na ziemię.

Wyhuśtały się za wszystkie czasy. Wreszcie Jasiu miał dosyć.
- Chodź. Polecimy gdzieś jeszcze - zawołał i wzbił się w powietrze.
Ba, ale dokąd? Zatoczyły jedno i drugie kółko. I zobaczyły drzwi. Szeroko otwarte. Nigdy dotąd tam nie zaglądały. A że papużki są naprawdę ciekawskimi stworzonkami... Niewiele myśląc, przefrunęły przez nie i znalazły się w zupełnie nowym pomieszczeniu. Bardzo dziwnym, ale pełnym ekscytujących przedmiotów. 
Rozejrzały się z zainteresowaniem. Ależ tu było rzeczy do obejrzenia! Równiutko stojące talerze, wypukłe brzuszki filiżanek. Widelce pilnowały swojego miejsca w szeregu, a w gładkich powierzchniach noży można było zobaczyć swoje odbicie! Józi udało się nawet zajrzeć do kieliszka i wypić kilka kropli dziwnego płynu. Był obrzydliwie niesmaczny! Postanowiła, że już nigdy nie spróbuje napojów w czerwonym kolorze.

Zaraz, zaraz. A gdzie się podział Jasiu? No tak, przygląda się garnkom. Nie powinien przysuwać się do nich tak blisko. Z niektórych dobiega dziwne bulgotanie.
- Jasiu! Jasiu! - zaświergotała zaniepokojona Józia. - Wracaj do mnie!

Ale Jasiu ani myślał jej posłuchać. Był zbyt zafascynowany tyloma nowymi rzeczami. Fruwał nad garnkami i fruwał, aż wreszcie zapragnął chwilę odpocząć. 
Na przykład na tej wystającej z garnka pięknie błyszczącej chochli do zupy. Jak postanowił, tak zrobił. Przysiadł i... O rety! Jakie to śliskie! Nie można się utrzymać! Aaaaa...! I zjechał prosto do garnka z rosołem. Na szczęście zupa była już zimna, ale i tak nie potrafił się z niej wydostać. Zrozpaczona Józia fruwała nad garnkiem, krzycząc rozdzierająco. I całe szczęście, bo hałas sprowadził do kuchni domowników. Jasiu został wyciągnięty z tłustej kąpieli i odniesiony do klatki. Uff! Ale się najadł strachu. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło. Choć po tym wydarzeniu papużki długo nie opuszczały klatki. Jaś nie mógł fruwać z pozlepianymi tłuszczem piórkami, mimo iż Józia pracowicie pomagała mu je wyczyścić. Sama zaś nie miała ochoty podróżować po tak niebezpiecznych miejscach.

Ewa Marcinkowska-Schmidt

Zobacz również:
Komiksy
Gry
Kolorowanki
      © copyright 2012 by Ascensia Diabetes Care Poland sp. Z o.o.    •     Warunki ogólne    •     Polityka prywatności    •     Podpis wydawcy    •     Ostatnia aktualizacja: 4.01.2016