dcsimg
Myszka Rozrabiara
Myszka nie była nieśmiała. Ani strachliwa. Właściwie to niczego i nikogo się nie bała. Nie siedziała, tak jak jej bracia i siostry, w norce schowanej pod kuchennym progiem. Ciągle gdzieś się wybierała. Na podwórko po przegapione przez kury ziarna pszenicy. Do kuchni po zapomniane na stole okruchy. Na pole, na którym rosło żyto. Lub choćby spojrzeć na niebo, czy na pewno świeci na nim słoneczko. Wszędzie jej było pełno!

Mama często kiwała nad nią głową i dziwiła się jej poczynaniom.
- Skąd ty się taka wzięłaś w naszej rodzinie? - wzdychała
- Straszna z ciebie rozrabiara. Ale myszka była taka mała i taka zabawna, że choć mama ciągle się o nią niepokoiła, to przymykała oczy na jej wybryki.
- Tylko zawsze pamiętaj - upominała ją mama. 
- Świat jest bardzo duży, a ty jesteś malutka. Nie zawieraj znajomości z każdym, kogo spotkasz. A już na pewno omijaj z daleka bociana. I kota!

Myszka kiwała głową, że tak, że rozumie. Będzie pamiętać. Ale tak naprawdę, to zapominała o wszystkim, jak tylko wybiegała na podwórko. Świat był zbyt piękny i ciekawy, żeby o tych przestrogach pamiętać. I tyle było miejsc wartych zobaczenia.
Choćby zagroda dla kur. Schowana tuż przy sadzie. Najlepiej było ją odwiedzać o poranku. Zaraz po tym, jak gospodyni szczodrą ręką rozrzuciła dla jej mieszkanek złociste ziarenka. Tak jak dzisiaj... 
Kury uwijały się wśród rozsypanego ziarna wydziobując co piękniejsze okazy. 
Myszka rozrabiara przebiegła szybciutko pod krzak agrestu. Lepiej było się schować wśród jego liści, bo nie wiedzieć czemu, kury patrzyły krzywym okiem na jej wizyty. Przekrzywiały głowy, wyciągając do niej ostre dzioby. 

- To znowu ty, myszko rozrabiaro - zagadnęła jedna z nich. Na szczęście zajęta była wyciąganiem z ziemi smakowitego robaczka, więc poświęcała myszce tylko część swojej uwagi. 
- To ja, dzień dobry - odpowiedziała myszka grzecznie, tak jak uczyła ją mama. 
- Czego szukasz w naszej zagrodzie? To było trudne pytanie. 

Myszka nie mogła przecież odpowiedzieć, że przyszła nieproszona pożywić się tym, co gospodyni przeznaczyła dla kur! Nie na darmo mówiono jednak o niej, że jest bardzo bystra. Przypomniała sobie, że ma przed sobą nie inną kurę, ale Kurę Przemądrzałą! Nazywano ją tak dlatego, że potrafiła odpowiedzieć na każde pytanie . I oczywiście, wszystko wiedziała najlepiej! Myszka szybciutko myślała, jakie jej zadać pytanie. Jeśli już spotkała tak mądrą osobę, warto dowiedzieć się czegoś naprawdę wyjątkowego.
- Kuro przemądrzała, powiedz mi, proszę, co jest najważniejsze na świecie? 

Kura rozdziawiła dziób zaskoczona. Nie wyglądała w tej chwili zbyt mądrze. Mrugała tylko okiem, spoglądając na myszkę. Tłusty robak skorzystał z jej zaskocznia i prędko z powrotem schował się pod ziemię. 
- A co to za pytania o tak wczesnej porze! - zezłościła się Kura Przemądrzała, kiedy zobaczyła, jak jej śniadanie znika bezpowrotnie. 
- Nie uczyli cię w domu, że nie przeszkadza się starszym przy posiłku? Dla mnie najważniejsze było w tej chwili śniadanie. A teraz muszę je zdobyć sobie ponownie. Rozzłoszczona grzebała w ziemi pazurkami. Ale widać, że pytanie myszki zajęło ją na trochę. 
- To, co jest dla mnie ważne, nie musi być takim samym dla ciebie - dodała jeszcze. - Sama musisz, myszko, znaleźć odpowiedź na swoje pytanie. 

Kura odeszła w stronę krzaków malin, godnie strosząc piórka. Nawet nie wiedziała, że właśnie powiedziała najmądrzejszą rzecz w swoim życiu. Myszka skorzystała z tego, że kura zniknęła między zielonymi liśćmi i szybciutko pozbierała pozostawione przez nią ziarna. Schrupała je zadowolona, trzymając mocno w obu łapkach. Tak, to było pyszne śniadanie. A co robić dalej w tak dobrze rozpoczętym dniu?

Rozejrzała się po podwórku. Trwał poranny rozgardiasz. Z obory dochodziło meczenie krów. Widać gospodyni jeszcze nie zabrała od nich codziennej porcji mleka. Imbir, pies pilnujący obejścia, zajęty był drapaniem się za uchem. Nie przepadał za kąpielami, więc czasami musiał złapać jakąś pchłę, która znajdowała w jego sierści komfortowe mieszkanie. Konie skubały zieloną trawkę. Z kim by tu zacząć pogawędkę? O, proszę! Tam chyba leże prosię, co muchy ma w nosie? 

Myszka rozrabiara szybko podbiegła w kierunku prosiaczka. Nie był raczej zbyt towarzysko usposobiony, bo wcisnął ryjek pod puste korytko, prezentując światu mały, zakręcony ogonek. Ale myszka była przecież niewielkich rozmiarów. Wcisnęła się pod korytko tak, że nieoczekiwanie znalazła się noskiem prosto w ryjek prosiaczka. 

Prosiaczek aż podskoczył do tyłu. Czy mu się tylko wydawało czy właśnie coś dmuchnęło mu prosto w nos? Zazezował małymi oczkami w dół. 
- Ach, to ty, myszko rozrabiarto - zauważył niezbyt grzecznie. - Znowu się tu kręcisz? Wszędzie ciebie pełno. Wczoraj widziałem cię w obórce, przedwczoraj w ogrodzie... Co tu znowu robisz? 
- Oj, dzień dobry - przywitała się myszka, tak jak uczyła ją mama. - Dzień jest taki piękny, więc wybrałam się z wizytą. 
- Chyba nie do mnie - burknęło prosię, ponownie kładąc się wygodnie. - Jestem bardzo zajęty. 
- Tak? - zdziwiła się grzecznie myszka. rozglądając wokół. Ale niczego takiego, co mogłoby zajmować prosiaczka, nie zauważyła. 
- Myślę! - wyjaśnił prosiaczek i żeby podkreślić, jak bardzo nie ma czasu, przymknął powieki. Myszka przycupnęła cichutko, żeby mu nie przeszkadzać. Ale długo nie usiedziała w spokoju. 
- A o czym myślisz? - nie wytrzymała w końcu. 

Prosiaczek westchnął ciężko, rzucając myszce spojrzenie mówiące wyraźnie ?Mówiłem, nie przeszkadzaj...". Postanowił jednak odpowiedzieć, bo otworzył ryjek i chrząknął wyjaśniająco. 
- Myślę o tym, jak nic nie robić. 
- Ale... Ale ty i tak nic nie robisz? 
- No, owszem - zgodziło się prosię. - Ale zawsze się boję, że mi każą coś robić. 
- Na przykład co? - zainteresowała się myszka. 
- Nie wiem. Coś! - zirytował się prosiaczek. - A ja lubię tylko jeść i spać. 
- No i myśleć... - podpowiedziała grzecznie. 
- Myśleć? Nie, myśleć nie lubię - wyjaśniło prosię. - Myślę tylko, jak zrobić, żeby mi nikt nie kazał czegoś robić. 

To było bardzo zawiłe i intrygujące zdanie. Myszka postanowiła sobie przemyśleć je później. Najlepiej po drugim śniadaniu. 

Zostawiła więc zamyślającego się znowu prosiaczka i pobiegła w stronę kuchennego ganku. Już chciała wślizgnąć się do norki, kiedy zobaczyła, że drzwi do kuchni nie są, jak zwykle, zamknięte. Stały szeroko otwarte, a z wnętrza dolatywały jakieś przepyszne zapachy! Zatrzymała się niezdecydowana. Mama wyraźnie mówiła, że do domu, zwłaszcza za dnia, nie wolno jej wchodzić. Ale skoro drzwi są otwarte? Pewnie nie ma gospodyni. 

Myszka, nie zastanawiając się dłużej, wśliznęła się przez otwarte drzwi i schowała na wszelki wypadek pod stołem. Całe szczęście. Kuchnia nie była pusta! Spod stołu nie było zbyt wiele widać, ale nogi gospodyni kręcącej się koło pieca były doskonale widoczne. Gospodyni musiała być bardzo zajęta, bo drzwi kuchennych szafek trzaskały otwierane i zamykane co chwilę, a w powietrzu unosił się cudowny zapach. Naprawdę cudowny! Myszka schowała się w ciemnym kącie i usiłowała zgadnąć, co też tak pachnie. Okruchy chleba? Nie, zapach jest słodszy. Może ser? Nie, zapach nie jest taki ostry. Aż wysunęła ruchliwy nosek zza stołowej nogi! 

Wreszcie gospodyni otworzyła drzwiczki od pieca. Na całą kuchnię buchnęło ciepło, a niepowtarzalny zapach dotarł do wszystkich zakątków. Zaś z pieca gospodyni wyciągnęła wielką, drożdżową babę! 
Myszka prawie wypadła ze swego schowka, taka była ciekawa, co teraz się stanie. Gospodyni ustawiła ciasto na stole i polała je pięknym, białym lukrem. A na końcu ozdobiła je kawałkami orzechów! 

Myszka poczuła, jak ślinka napływa jej do pyszczka. Słodkie ciasto i orzechy! Jak by tu zdobyć kawałek? Nie tylko dla siebie. Dla całej mysiej gromadki! 

Szczęście jej wyraźnie sprzyjało, bo gospodyni zdjęła wielki fartuch w kwiaty i poszła sobie na podwórko. No tak, ale ciasto stało na stole, a stół był bardzo wysoki. Jak się na niego dostać? Myszka była malutka, ale rozum miała znacznie większy. Najpierw wspięła się na krzesło po jego nodze. Stąd sięgnęła do zwisającego obrusa. Rozhuśtała się na jego brzegu i hop! Już była na blacie stołu. 

Przed myszką stało ciasto. Było ogromne jak góra! Jak tu zabrać ze sobą chociaż jego część? Obeszła babkę dookoła, ale nic nie przyszło jej do głowy. Postanowiła choć spróbować, jak smakuje. Ymmm. Było przepyszne! Myszka próbowała to z jednej, to z drugiej strony. Trudno uwierzyć, ale z każdej było tak samo smaczne. Najadła się tak, że ledwo mogła się poruszać. Sapnęła zadowolona i wygryzła jeszcze dwa kawałki. Każdy chwyciła do jednej łapki. Zjechała na podłogę po nodze od stołu... Prosto w łapy kota! Właśnie przyszedł do kuchni. Melon, ulubieniec gospodyni, przyszedł na swoją porcję mleka. Kiedy zobaczył myszkę, aż przysiadł na ogonku. Zmrużył bursztynowe oczy i obrzucił kuchnię szybkim spojrzeniem. A potem... oblizał pyszczek różowym językiem! 
- Witam myszkę rozrabiarę - zamruczał niby pieszczotliwie, ale coś ledwo uchwytnego w jego głosie sprawiało, że myszka z trudem wydobyła głos ze ściśniętego gardła. 
- Dzień dobry - wypiszczała nieswoim głosem grzecznie, tak jak uczyłą ją mama. 
- Miło, że wpadłaś. Gospodyni od dawna wypomina mi, że nie zawarłem z tobą bliższej znajomości. 
- Taak? - zdziwiła się uprzejmie myszka, usiłując nieznacznie się cofnąć. Jakoś nie czuła się dobrze w pobliżu kocura. 
- Tak, tak. Skarżyła się, że jesteś dokuczliwą lokatorką. Ciągle sprawiasz kłopoty. 
- Ależ ja nic złego nie robię! Tak tylko zajrzałam. Drzwi były otwarte, więc wpadłam na chwilę - tłumaczyła myszka, usiłując nieznacznie schować trzymane w łapkach kawałki ciasta. 
- Oj, chyba rzeczywiście wpadłaś - przytaknął kocur, a jego oczy rozbłysły nagle i znalazły się tuż koło myszki. 

Niedobrze. Jakoś tak nagle myszka zrozumiała, że przychodzenie za dnia do kuchni nie było najlepszym pomysłem. Zacisnęła łapki. Przypomniałą sobie o schowanych w nich kawałkach ciasta. Spojrzała w bursztynowe oczy i z całych sił rzuciła w ich kierunku trzymanymi okruchami. Melon zamrugał gwałtownie, zaskoczony latającym ciastem. Myszka, korzystając z tego, prędko wspięła się na stół, a stamtąd na parapet okna. 

Ale z kocurem nie była łatwa sprawa. Kiedy zobaczył, że myszka ucieka, jednym skokiem znalazł się na stole. Tylko nie wiedział, biedaczek, że na jego środku stoi upieczona baba. Wskoczył prosto w jej środek! Z pięknego ciasta nic nie zostało. Tylko mnóstwo rozgniecionych okruchów. 

Na to weszła gospodyni, która wróciła z podwórka. Oniemiała, widząc kota rozłożonego w cieście. Kot też zresztą znieruchomiał, zaskoczony jej widokiem. No, ale gospodyni długo tak nie stała! Chwyciła ścierkę i ruszyła prosto na kota. 
- Ty rozrabiaku! Ja ci dam do ciasta się dobierać. Mało ci mleka? Mało? Myszy po podwórku biegają, a ty po łakocie sięgasz?! 

Dalej myszka nie słyszała. Korzystając z zamieszania, szybciutko wymknęła się na podwórko. 

UFFF! To ci dopiero przygoda. Lepiej nie opowiadać o niej w domu. Ciasta też się nie udało zabrać. Szkoda. Ale po co się długo martwić? Lepiej sprawdzić, co dzieje się za domem. 

Myszka, trzymając się ściany budynku, przebiegła na tył domu. To było jej ulubione miejsce. Stąd mogła spoglądać na wielkie pole schowane pod dojrzewającym zbożem. Ale dzisiaj nie była tu sama. Koziołek Feliks schowany w cieniu, rzucanym przez dach domu, spokojnie przeżuwał starą gazetę. Myszki wcale to nie zdziwiło. Feliks znany był ze swojej mądrości, bo zjadał wszystkie zadrukowane kartki, jakie mu wpadły do pyska. Ale dlaczego gazetę? 
- Muszę być na bieżąco z codziennymi wiadomościami - wyjaśnił Feliks widząc pytające spojrzenie myszki. - Trzeba wiedzieć, co się zdarzyło na świecie, a nie ograniczać do tego, co się dzieje na własnym podwórku. 

Myszka nie bardzo rozumiała, dlaczego daleki świat ma ją bardziej zajmować niż to, co ją wokół otacza. Ale nie dyskutowała z koziołkiem, który cieszył się wśród zwierząt tak wielkim autorytetem. 
- Feliksie - zauważyła tylko grzecznie. - Chyba te literki nie służą twoim zębom. Zrobiły się całkiem czarne! Koziołek prawie wypuścił z pyska gazetę. 
- Ale nie martw się - dodała pospiesznie. - Chyba mam coś dla ciebie. 

Zawróciła prędko i pobiegła w stronę norki. Miała tam schowane coś bardzo ciekawego. Znalazła niewielkie opakowanie na podwórku, ale nie wiedziała, co z nim zrobić. Gdyby umiała czytać, wiedziałaby, że na kolorowym papierku jest napis ?guma do żucia". Ale nie umiała, więc wróciła z opakowaniem do Feliksa. 
- Proszę - zaproponowała mu ucieszona. - Masz coś do czytania i do jedzenia w jednym kawałku. 

Koziołek powąchał prezent nieco nieufnie, ale widać spodobał mu się jego zapach, bo włożył do pyska cały kawałek na raz. 

Myszka obserwowała go z zainteresowaniem. Ciekawe, czy też koziołkowi smakuje? 
- Czy to jest dobre, Feliksie? - dopytywała się . 

Feliks chciał myszce odpowiedzieć, ale co to? Nie może otworzyć pyska? Coś dziwnego skleiło mu zęby i trzymało z całej siły! Spróbował dmuchnąć, a wtedy przed nosem wyskoczyły mu dziwne, gumowe baloniki! Koziołek nie był strachliwym zwierzątkiem i słynął ze swego opanowania. Ale te dziwne rzeczy, które wyskakiwały mu z pyska, po prostu wytrąciły go z równowagi. Próbował wyciągnąć gumę kopytkiem. Nie udało się. Wytarł pysk w trawę. Znowu się nie udało! Rozejrzał się zrozpaczony. Na sznurku między drzewami wisiała wyprana bielizna. Feliks spróbował więc przyczepić gumę do prześcieradła, ale tak przykleiła się do zębów, ...że nic to nie pomogło. Poszwa na kołdrę okazała się równie nieprzydatna, jak i ta na poduszki. Zdenerwowany koziołek ściągał kolejne sztuki bielizny. Nie zauważył, jak od strony domu nadbiega równie zdenerwowana gospodyni. 

Na szczęście myszka była bardziej uważna od koziołka. Uciekła, zanim gospodyni zauważyła jej obecność. Przynajmniej tak jej się zdawało. 

No, no. Co za dzień. Gdzie by tu znaleźć odrobinę spokoju? W oddali, między starą lipą a dwiema brzozami, mignęło lustro wody. Racja, jest przecież staw! Tak pięknie mienił się w słońcu. A jakie rosły nad nim kwiaty... 

Myszka już, już chciała pobiec w kierunku stawu, kiedy przypomniały jej się przestrogi mamy. Nie wolno chodzić nad wodę, bo tam spacerują bociany. Tylko czekają na taką małą myszkę jak ona, żeby ją złapać na śniadanie. Może więc wrócić do norki? Ej, nie! Najpierw zobaczy te żółte kaczeńce, które tak błyszczą w zielonej trawie. 

Bieganie po nagrzanej słońcem łące było bardzo przyjemne. Liście łaskotały w nos, kiedy tak biegła prosto przed siebie. I jakoś tak się stało, że Myszka zatrzymała się dopiero na brzegu stawu. Woda chlupotała cichutko o brzeg, z góry świeciło wesołe słońce. Chociaż nie. Myszka wcale nie stała w słońcu. Padał na nią ogromny cień. Cień ptaka. Widziała wyraźnie chude nogi i bardzo długi dziób. Oj, niedobrze! Powoli zerknęła w górę. Tak, to bocian Klemens zerkał na nią z wyraźną przyjemnością. 
- Myszka rozrabiara we własnej osobie? Cóż to za spotkanie? Słyszałem o tobie niezliczone historie. Może odwiedzisz mnie w moim gnieździe i opowiem ci o nich? 
- Dziękuje bardzo, panie bocianie - odparła grzecznie myszka, tak jak uczyła ją mama. - Ale dzisiaj już późno, muszę wracać na obiad, do mamy. 
- Może zjemy dziś razem? 

Dziób bociana pochylił się nad myszką i otworzył w udawanym uśmiechu. Ale myszka już wiedziała, że nie może skorzystać z zaproszenia ptaszyska. Cofała się powoli, starając się nie spuszczać wzroku z bociana. Nagle poczuła, że coś zagradza jej drogę. O, nie! Teraz już nie uda się jej uciec przed straszliwym dziobem. Co też stanęło na jej drodze? 

Nieśmiało zerknęła na nieoczekiwaną przeszkodę. Przecież to noga mamy Karusia, najweselszego w zagrodzie źrebaczka! Klacz też zwróciła głowę w jej stronę. Właśnie kończyła przeżuwać trawę. Na widok małej myszki jej oczy zrobiły się ogromne ze zdumienia. 
- Mysz! - zarżała. - A ja się tak myszy boję! 

Podskoczyła i ruszyła takim galopem, że prawie przewróciła bociana. Aż kilka piór z jego skrzydła spadło na trawę. Tego Klemens nie mógł się spodziewać. Zaklekotał urażony w stronę Myszki rozrabiary. 

Ale myszki już dawno nie było koło stawu. Czmychnęła z całych sił do swojej norki. Teraz już wiedziała na pewno. Warto jednak słuchać przestróg mamy!

Ewa Marcinkowska-Schmidt

Zobacz również:
Komiksy
Gry
Kolorowanki
      © copyright 2012 by Ascensia Diabetes Care Poland sp. Z o.o.    •     Warunki ogólne    •     Polityka prywatności    •     Podpis wydawcy    •     Ostatnia aktualizacja: 4.01.2016