dcsimg
O żabie, która za głośno śpiewała
Wiosną najlepiej się śpiewa nad stawem. Dlaczego tak jest? Nie wiadomo, ale zgadzały się z tym wszystkie żaby w okolicy. Jak tylko zakwitały drzewa, a księżyc zaczynał przeglądać się w sadzawce, wszystkie żabki schodziły się na wspólne muzykowanie. Założyły nawet własny chór. Co prawda nie miały dyrygenta, bo każda chciała nim zostać. Wskutek wielu dyskusji nie miały go więc wcale. Okazało się jednak, że bez dyregenta też śpiewa się doskonale.

Śpiewały więc na głosy, śpiewały też solo. Nie mialy wątpliwości, że muzykują wspaniale. Tylko jedna ropucha Elwira nie przyłączała się do ogólnego chóru.

- Nie, nie – wymawiała się, kiedy ją zapraszano na wieczory muzyczne. – Śpiewam co prawda pięknie, ale tylko sama. Solo. Mam cudowny głos po mamie.

Po takich dyskusjach chowała się w szuwarach i tam samotnie wyśpiewywała serenady.
Żaby przyzwyczaiły się do dziwactw Elwiry i przestały zwracać uwagę na dziwne odgłosy dobiegające z kępek trzciny. Nie wiedziały, że ropucha ukrywa się w nich nie dlatego, że tak ceni swoje umiejętności wokalne. Elwira ukrywała coś innego – że jest smakoszem doskonałym!

Elwira uwielbiała bowiem gotować. Zwykłe muszki nie smakowały jej wcale. Co innego w sosie błotnym lub gotowane na kwaśno w wodzie z sadzawki. Muszki z owocami, robaczki w cieście z błota… O, Elwira umiała je przepysznie przyrządzać. Ale nie chciała zdradzać swoich sekretów przed innymi żabkami. Gotując więc, śpiewała zapamiętale. A im lepsza potrawa bulgotała w garnku, tym donośniej Elwira skrzeczała. Potrafiła śpiewać tak głośno, że zagłuszała całe chóry pozostałych żabek.

- Elwiro, śpiewaj trochę ciszej – żabki przysyłały do niej swoje delegacje. – Śpiewasz tak głośno, że nie słyszymy się nawzajem.
- Ach, kochane – odpowiadała skromnie, starając się zasłonić swoją kuchnię zapełnioną potrawami. – Cóż ja na to poradzę, że mam taki piękny głos. Już wam mówiłam, że mam go po mamie.

Żabki odchodziły z niczym, rechocząc nad nieuprzejmością sąsiadki. 
A Elwira śpiewała dalej, gotując swoje muszki i robaczki. Mieszała, eksperymentowała, smakowała…
Tak była zajęta swoim gotowaniem, że zapomniała o całym otaczającym ją świecie. Gotowała i śpiewała. Gotowała i śpiewała. Nawet nie zauważyła, że inne żaby dawno zamilkły. I tylko głos Elwiry niósł się nad stawem…

Po wodzie głos niesie daleko i szeroko… Tak daleko, że usłyszał go bociek Karol. A z niego też był smakosz doskonały.

- Uhm – pomyślał, kiedy dotarły do niego serenady Elwiry. – Jaki mocny głos. Jaka wielka musi być ropucha, która tak głośno potrafi śpiewać. I kierując się słuchem, ruszył na poszukiwanie.

Elwira przyrządzała właśnie muszki z rożna. Posypywała je pyłem z rosnących nad stawem kaczeńców, więc powinny się udać na pierwsze danie. Właśnie szykowała dodatkową porcję, gdyby jednej było mało. Jakiś cień padł na jej zielony talerz… Spojrzała zagniewana w górę, żeby przegonić intruza, który przeszkodził jej w kolacji. A może już w śniadaniu. Zobaczyła czerwone, chude nogi i ostry dziób pochylony nad muszkami.

- Ummm, pięknie pachnie – zauważył bocian Karol. – A mnie kiszki marsza grają… 
- Ooo, proszę, poczęstuj się muszkami – Elwira drżącą łapką pokazała rożen między trzcinami.
- Muszki? Bardzo chętnie zjem je na deser – zgodził się z nią Karol. – Ale najpierw główne danie.
I połknął Elwirę. W ostatniej chwili zdążyła pomyśleć: jaka szkoda, że jadała kolacje samotnie, a nie z przyjaciółmi. No i, że nie spróbowała swoich muszek posypanych kaczeńcami…

Ewa Marcinkowska-Schmidt

Zobacz również:
Komiksy
Gry
Kolorowanki
      © copyright 2012 by Ascensia Diabetes Care Poland sp. Z o.o.    •     Warunki ogólne    •     Polityka prywatności    •     Podpis wydawcy    •     Ostatnia aktualizacja: 4.01.2016